Brak tradycji czy tradycyjny zły smak?

wpis w: Holandia | 9

– Dlaczego to masło orzechowe jest takie słodkie? – zapytała moja mama w odwiedzinach. Wybuchłam śmiechem, bo po paru miesiącach przestałam czuć różnicę, ale na początku przeprowadzki do kraju wiatraków zadałam sobie to samo pytanie.

Masło orzechowe to dla mnie symbol holenderskiego żarcia. Niby takie samo, ale gorsze. Holendrzy wkrótce chyba będą mogli rywalizować z USA w kategorii „zawartość cukru” w produktach. Pieczywo, masło orzechowe, gotowe sosy, słodycze, płatki kukurydziane, napoje, ba! Nawet ogórki konserwowe są tu przesłodzone! Po ostatniej próbie byłam zniesmaczona – jak można słodzić ogórki? W wyczuwalnym stopniu, a właściwie to tak, że cukier dominuje nam konserwę. Obrzydlistwo.

Nie rozumiem tej polityki cukru. Czy to tani chwyt, aby ludzie jedli i kupowali więcej, bo cukier jest silnie uzależniający? Czy to po prostu brak tradycji smaków w tym regionie? No właśnie. To kolejny punkt. Gdy zapytasz Holendrów o ich tradycje kulinarne, usłyszysz parę typowych jednogarnkowych potraw na bazie ziemniaków i… naleśniki. Tak tak, bo w żadnym innym kraju ludzie nie jedzą naleśników…

Holendrzy mają podobny do Polski klimat, a co za tym idzie większość tych samych warzyw i owoców. Zaufanie do żywności z Holandii jest duże. I rzeczywiście na świeże produkty nie można złego słowa powiedzieć. Niestety jednak Holendrzy nie lubią gotować, eksperymentować, ani nie są smakoszami. Wszystkie potrawy zalewają sztucznymi sosami, które zabijają smak dania. Niemiecki ketchup curry, sos saté (jeżeli cierpisz na zaburzenia jelit, nie jedz!), majonez – kładą to wszędzie w ilościach wystarczających, żeby już nie czuć nic poza tym.

Niezwykle popularne są też wszelkie gotowce – możesz tu wybierać z wielu sałatek z ugotowanym już makaronem, kanapek, tostów. Na półkach sklepowych znajdziesz naleśniki z pudełka, gotowy bez choćby zalania wrzątkiem budyń czy obrane już marchewki. Nikt się tu nie przemęcza, ani też nie wysila, by przygotować coś specjalnego. Na rodzinnych spędach, przyjęciach, imprezach u znajomych (to rzadkość) króluje pokrojony w kostkę ser, krakersy z sosami do wyboru (gotowymi) i kiełbasa (lepszą kiełbasę jadł z reguły mój Ś.P. pieseł). Wszystko zapijane jest kawą, którą pije się tu w chorobliwych ilościach. Trzeba się kontrolować, bo inaczej takie spotkanie kończy się trzęsącymi rękami i uczuciem, że do napadu epilepsji już blisko.

W alkoholu dominuje rozwodnione piwo bez smaku. W klubach wszystko o pojemności 0,3 ml, a wszystko po to, żeby sprzedawać i zarabiać więcej. Kto lubi dobre piwo, ten wie, że Heineken i Amstel to nie to, co tygrysy lubią najbardziej. Po wypiciu kilkunastu piw młodzież i nie tylko, z reguły udaje się do tzw. ściany płaczu – FEBO. FEBO to po prostu obrzydliwy, tłusty fastfood, który można kupić ze ściany z mikrofalówkami. Ciężko to ująć w słowa, ale to naprawdę ściana z okienkami z jedzeniem, coś jak duży automat z coca-colą, tylko zamiast tego mamy tłuste krokiety (Holendrzy nigdy nie pytają o zawartość ani autentyczność mielonego w nich mięsa), kiełbasy, panierowany ser, hamburgery i inne świństwa. Wszystko z oryginalną holenderską nazwą, żeby zachować pozory tradycji. Słodycze jak już wspomniałam są za słodkie. Tak, jak wszystko inne. Pieczywo to pełne powietrza, podobne do tostowego, wielkie pajdy, którymi można się opychać i wciąż nie czuje się sytości.

Jak przetrwać? Jak nie tęsknić za rzeczami, których tu brak (szczaw, wszelkie kiełki, twarogi, ogórki kiszone, chrzan, dobre pieczywo, wędliny i kiełbasy, nieprzesłodzone produkty)? Pozostawię to pytaniem retorycznym, a tymczasem nacieszę się faktem, że wkrótce odwiedzę Polskę.  Kraj, gdzie Ice Tea nie jest gazowane, ser kupuje się w plastrach, a piwo ma smak piwa. Drzemie w nas potencjał, którego nawet nie jesteśmy świadomi.

9 Responses

  1. Natalia

    E, ja kupowałam i kupuję Calve Pindakaas, tam nie ma dodanego cukru! Zresztą uważam, że te „gotowce” powodują, że tak naprawdę więcej się gotuje, ja gdybym miała obierać i kroić wszystko od zera to bym wolała chyba jeść same kanapki… (ale tak to jest jak się pracuje do 18, a potem chce mieć się jeszcze jakieś życie towarzyskie) A te gotowe sałatki z AH, ach jak za nimi tęsknię w Belgii, tutaj wybór jest o wiele mniejszy, no i poza tym wszystko jest droższe :(

    • Magdalena

      Ja teraz kupuję masło orzechowe biologiczne i jest lepsze (naturalne) :) Co do gotowców pewnie masz rację – sama tak żyłam w Warszawie, gdy tempo życia miałam szybsze. Z drugiej strony nie każdy powinien jeść gotowce, bo często to po prostu jest niezdrowe… Mówię tutaj o sobie – cierpię na IBS i naprawdę przyrządzanie wszystkiego samodzielnie robi dla mnie dużą różnicę i zwiększa komfort.
      Nie wiedziałam, że jest drożej w Belgii – ale na frytki i czekoladę chyba nie można narzekać? :)

  2. Holenderka w Polsce

    Chyba dawno nie byłaś w Polsce i idealizujesz ten kraj. Mam przykrą informację dla ciebie: w Polsce też dodają cukru do wielu gotowych produktów, dżemów, płatek kukurydzianych, soków i nektarów. A to że słodycze i napoje są słodkie…. chyba dziwnie by było gdyby nie dodali cukru do słodyczy. Każdy, który przeczyta etykietki może się o tym przekonać. Obrane już marchewki? gotowy mieszanki? też może ich dostać w Polsce.
    Holandia jest wolnym krajem. Wybór należy do ciebie. Nie chcesz gotowców? Nie kupuj w supermarketu. Idź do warzywniaka i kupuj tam. Masło orzechowe słodkie? Kupuj Calvé lub inne bez cukru. Nie smakuje ci tzw. ogórków „zoetzuur”? Są i ogórki konserwowe kwaśne. Nie chcesz jeść śmieciowego jedzenia? Nie jedź! Wielu sałatek z ugotowanym już makaronem, kanapek, tostów? Wiesz, że istnieje też inne sklepy niż AH To Go? Nie lubisz kawy. Nie pij!
    Wszystkie potrawy Holendrzy zalewają sztucznymi sosami? Nie wiem w jakich kręgach się obracasz. Ja nie znam Holendrów, który do wszystkiego dodają sosy. Holandia nie ma swojej tradycji kulinarnej? To prawda że nie mamy swoje tradycje, które mogą być atrakcyjne dla innych. Szkoda, że nie wiesz o tradycjach kulinarnych. Ale na pewno w Holandii też nie znają Polskich tradycji kulinarnych. Ja wiem, że jedliśmy kiedyś smaczne tradycyjne domowe dania z warzyw: endywia gotowana, cykoria (gotowana, z piecu lub jako sałatka), kapusta, kalafior, buraczki gotowane, młode marchewka i ziemniaki. Najczęściej jeden rodzaj gotowanego warzywa wiesz że w Holandii, tradycyjnie warzywa zawsze były na pierwszym miejscu a nie mięso) i do tego surówka, sałatka lub coś z owoców: gotowany mus jabłkowy, mus z rabarbaru, gotowany gruszki. Do tego łopatka wołowa, karkówka, mielony, kotlet… Brzmi znajomo? No właśnie! To że mamy naleśniki to nie znaczy że gdzie indziej nie ma naleśników. Ale dużo krajów ma swoje tradycyjne naleśniki. To się nie wyklucza. Teraz coraz więcej osób docenia kuchnie świata poznane przez wakacji i przez imigracji. Więc tez coraz więcej jemy danie Indonezyjskie, Marokańskie, Surinamskie, Tajskie, Hiszpańskie, itd. Mi się to podoba.
    Co do chleba: Kromka chleba polskiego chleba waży średnio 30 gr. Holenderska kromka waży mniej więcej tak samo – a powietrze nie waży. Jeśli kromka waży mniej, to jedz więcej. Przyznaje ci racje : Pieczywo holenderskie przewaźnie nie smakuje Polakom. Ale to vice versa. Wielu Holendrom nie smakuje tradycyjny polskiego chleba pszennego lub kwaśnego żytniego chleba. Niestety nie dyskutuje się o gustach. Tak samo dotyczy piwa. Myślę, że jest więcej piw w Holandii niż tylko dwa rodzaje.
    Dużo zależy od tradycji w którym jesteś wychowany. Smak który jest typowy dla Polski jest „kwasny” (istnieje kwaśny chleb, kwaśna śmietana, kwaśna zupy. W Holandii na pewno ten smak nie znajdziesz. W Holandii też nie ma tradycji na kiełbasy, jest natomiast tradycja serowa. Ja też mogę narzekać że w Polsce nie ma dobrego sera z Lejdy lub pyszne ser z ziołami. Jak nie ma mnie długo w Holandii to szukam najlepszego sera polskiego. A jeśli mogę to pojadę do Holandii i kupuję tam co potrzebuję.

    • Magdalena

      W Polsce jeszcze do niedawna mieszkałam, więc nie ma Pani tutaj racji:) I owszem, kupuję jedzenie w warzywniakach, na rynku itd – właśnie po to, żeby mieć zdrowe, świeże produkty:) Tak się składa, że otaczam się tylko i wyłącznie Holendrami i mają oni do tego spory dystans – sami żartują, że Holandia nie ma tradycji kulinarnych, poza wymienionym przez panią serem. Pozostałe potrawy nie są potrawami tylko i wyłącznie holenderskimi.
      Rodzina i przyjaciele z którymi obcuję sporo mówi o tym, iż holenderskie tradycje kulinarne kształtowane były przez handel – czyli jak najprościej, jak najbardziej „gotowcowo”, jak najwięcej cukru – to się po prostu opłaca.
      Nie wiem z kolei jakie polskie produkty Pani kupuje, skoro są identyczne i zawierają dużą ilość cukru. Widać nasze kraje bardziej zamiast nas łączyć – dzielą nas. Proponuję trochę dystansu :) Pozdrawiam serdecznie i życzę Pani, żeby poznała Pani te różnice o których piszę goszcząc w polskich domach :)

      • Marti

        Minelo juz troche czasu od tego wpisu, ale musze sie zgodzic ! Jednak ja rowniez wybieram warzywniaki, mieso kupuje w masarni lub zamawiam przez internet, zapakowane hermetycznie bez dodatkow E.
        Raczej nie jem mies, glownie jednak warzywa. Nie pije tez slodzonych napojow wiec bez roznicy jest dla mnie to czy cos jest gazowane czy nie.
        Nie zgodze sie,ze Holandia nie ma swojej tradycji, fakt kroluja tu fast foody, jednak jest mnostwo rzeczy, o ktorych nie wolno zapominac. chociazby sledzie, ktorych osobiscie nie lubie, wszelkie ryby, krewetki i muszle. Holendrzy spozywaja tez zdecydowanie wiecej wolowiny niz Polacy, raczej rzadko decyduja sie na wieprzowine. Maja swoje tradycyjne zupy, kielbase gotowana w kiszonej kapuscie i inne typowe potrawy.

        Gotowce sa szybkie i latwe, wielu holendrow z tego korzysta. Ale ktoz z nas nigdy nie korzystal. Tak sa nauczeni, lubia te smaki.
        Pierwszy raz w zyciu jadlam tutaj jedzenie w chinskiej restauracji i ogolnie jestem zakochana w wariacji smakow. W Polse, w malych miastach nie jest to dostepne, a kiedy mieszkalam w Gdyni nigdy nie wybieralam takich chinskich knajpek.

  3. Magdalena

    Myślę, że już to pokazuje sporą różnicę….

    Z wikipedii: |Dutch cuisine (Dutch: Nederlandse keuken) consists of the cooking traditions and practices from the Netherlands. The country’s cuisine is shaped by the practice of fishing and farming, including the cultivation of the soil for raising crops and the raising of domesticated animals, and the history of the Netherlands.
    Traditionally, Dutch cuisine is simple and straightforward, with many vegetables and little meat; breakfast and lunch are typically bread with toppings while dinner is meat and potatoes, supplemented with seasonal vegetables. The Dutch diet was relatively high in carbohydrates and fat, reflecting the dietary need of the laborers whose culture molded the country, and contains many dairy products. Without many refinements, it is best described as rustic, though many holidays are still celebrated with special foods. In the course of the twentieth century this diet changed and became much more cosmopolitan, with most international cuisines being represented in the major cities.”

    Polish cuisine (Polish: kuchnia polska [‚kuxɲa ˈpɔlska]) is a style of cooking and food preparation originating in or widely popular in Poland. Polish cuisine has evolved over the centuries to become very eclectic due to Poland’s history. Polish cuisine shares many similarities with other Slavic countries, especially Czech, Slovak, Belarusian, Ukrainian and Russian cuisines.[1] It has also been widely influenced by Central European cuisines, namely German, Austrian and Hungarian cuisines [2] as well as Jewish,[3] French, Turkish and Italian culinary traditions.[4] It is rich in meat, especially pork, chicken and beef (depending on the region), winter vegetables (cabbage in the dish bigos), and herbs.[5] It is also characteristic in its use of various kinds of noodles the most notable of which are kluski as well as cereals such as kasha (from the Polish word kasza).[6] Generally speaking, Polish cuisine is hearty and uses a lot of cream and eggs. The traditional dishes are often demanding in preparation. Many Poles allow themselves a generous amount of time to serve and enjoy their festive meals, especially Christmas eve dinner (Wigilia) or Easter breakfast which could take a number of days to prepare in their entirety.

    The Polish national dishes are bigos [ˈbiɡɔs]; pierogi [pʲɛˈrɔɡʲi]; kiełbasa; kotlet schabowy [ˈkɔtlɛt sxaˈbɔvɨ] (type of breaded cutlet); gołąbki [ɡɔˈwɔ̃pkʲi] (type of cabbage roll); zrazy [ˈzrazɨ] (type of roulade); roast (Polish: pieczeń) [ˈpʲɛt͡ʂɛɲ]; sour cucumber soup (Polish: zupa ogórkowa) Polish pronunciation: [ˈzupa ɔɡurˈkɔva]; mushroom soup, (Polish: zupa grzybowa) [ˈzupa ɡʐɨˈbɔva] (quite different from the North American cream of mushroom); tomato soup (Polish: zupa pomidorowa) [ˈzupa pɔmidɔˈrɔva];[7] rosół [ˈrɔɕuw] (variety of meat broth); żurek [ˈʐurɛk] (sour rye soup); flaki [ˈflakʲi] (variety of tripe soup); and barszcz [barʂt͡ʂ] among others.[8]

  4. Magdalena

    Zachęcam również do obejrzenia tego dokumentu – http://www.npo.nl/zembla/21-02-2013/VARA_101306867 – pokazuje zasady rządzące rynkiem i uzależnienie społeczeństwa od cukru.
    Rozumiem, co ma Pani na myśli pisząc o poszukiwaniach i dokonywaniu wyborów, natomiast artykuł mówi o pierwszym wrażeniu osoby z Polski, która kultywuje tradycje kuchenne przybywając do Holandii, idąc do pierwszego lepszego sklepu lub na przyjęcie rodzinne.
    Polacy wkładają więcej serca w przyrządzanie posiłków dla znajomych i rodziny, to samo dotyczy zresztą również kupowania prezentów, tworzenia otoczki. Holendrzy są wygodnym, praktycznym i trzeźwym narodem, co ma swoje plusy, ale na pewno trudniej tu jest zasmakować tradycji – myślę, że trzeba wybrać się do bardzo drogiej restauracji. W Polsce wystarczy pójść do cioci na obiad :)

  5. Holenderka w Polsce

    Ja nie kupuję gotowych produktów pełno cukru (proszę czytać z zrozumieniem). Wikipedia jest prowadzony przez ludzi. Wtym przez polakó pełna duma na swoją kuchnię. Oczywiście nikt w Hoalndii nie napiszę o endywii lub gotowanej kalafiora lub o gruszkach do obiadu. Holendrze faktycznie mają dystans do własnej tradycji. Nie doceniają własną kuchnię. Z drugiej strony są otwarte na nowe smaki. W ogóle nie chce porównać kuchnię polską do kuchnii holenderskiej. Jak ja idę do matki lub siostry to bardzo dobrze jem. Jak jem u teściowej, to też. Proszę …. nie porównuj jabłko z gruszką, bo to się nie da. Życzę Pani zeby Pani- mieszkając w Holandii mogłaby się czuć tak jak ja w Polsce się czuję – mieszkająć 25 lat. Co Pani gotuje i jakie produkty pani kupuje zależy wyłacznie od Pani. Wg mnie porównanie ile „Polacy” wkładają serce a ile „Holendrzy” to zupełnie bez sensu. Szukanie dziury w całość i krytyka na drugą ojczyznę do niczego nie prowadzi.

    • Magdalena

      Rozumiem Pani punkt widzenia, jednak właśnie blog do tego służy, żeby pisać o tym, co się czuje, ze swojego punktu widzenia. To moje miejsce na to, żeby wyrażać swoje zdanie, porównywać gruszki do jabłek i pisać w „moim guście”. Artykuł nie jest artykułem informacyjnym, a subiektywnym wpisem. Zdania nie zmienię i mam do tego prawo.
      Uważam również, że to właśnie Polacy są zakompleksieni i bardzo często wstydzą się swojego pochodzenia, pomimo pewnych wspaniałych tradycji, a Holendrzy są dumnym narodem. Po prostu w kwestiach kulinarnych nie mogą konkurować np. z kuchnią włoską, grecką czy słowiańską, w tym polską (to moja subiektywna opinia, ale zapewniam, że spotkałam się również z takimi zdaniami wśród Holendrów i doskonale je rozumiem!).
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam! :)

Zostaw Komentarz